Koparki kryptowalut atakują „zwykłych” internautów

Szacunkowy czas czytania: 2 minuty

 

Czy słyszeliście już legendę miejską na temat koparek kryptowalut na polskich stronach? Nieświadomy użytkownik wchodzi na zaufaną stronę, a koparka kopie korzystając z procesora jego komputera. Jak się okazało – nie jest to legenda!

Dziś, zupełnie przez przypadek, natknęłam się w sieci na koparkę kryptowalut. Koleżanka wysłała mi linka do podstrony polki.pl, a po jego otwarciu mój laptop oszalał – praca procesora wskoczyła na 99%, a ekran co kilka sekund próbował się wygasić. Jestem świeżo po lekturze kilku artykułów (m.in. z Zaufana Trzecia Strona) na temat koparek umieszczanych na polskich, popularnych stronach, więc założyłam, że „to pewnie to”!

Pierwszym krokiem było przepuszczenie strony przez jedno z moich ulubionych narzędzi, czyli Sucuri Sitecheck. Skaner pokazał, że strona jest „zarażona”, ale informacje nie były zbyt szczegółowe. Problem jaki został wskazany to odnośniki to stron wciągniętych na czarne listy.

Kolejnym krokiem była instalacja dodatku do przeglądarki Chrome, który to dodatek blokuje koparki. Nie wiem na ile jest skuteczny, ale w moim przypadku rzeczywiście pokazał, że koparka kopie na otwartej przeze mnie stronie.

Konkluzja jest taka, że warto się przyglądnąć dodatkowi blokującemu „No Coin” – czyli po prostu go zainstalować. Jeśli nie chcecie instalować żadnych dodatkowych komponentów, to warto zwrócić uwagę na zachowanie komputera. Jeśli nagle po otwarciu nowej zakładki lub linka, zużycie procesora podejrzanie skacze, możliwe, że jest to koparka, która korzysta z Waszego sprzętu (i prądu!).